Tak. To ten dzień. Dzień w którym po raz kolejny będzie mi udowodnione, jak
bardzo kiepska z matematyki jestem. Nawet nie stresuję się polskim i angielskim
(chociaż z doświadczenia wiem, że trzeba by było, bo różnie to bywa), jak tym
przedmiotem. Cały dzień mnie mdli i nie powiem co jeszcze przez ten stres.
Mogę powiedzieć w sumie, że teraz stresuję się bardziej, niż wtedy, gdy pisałam
matury, mimo, tego że powinno być odwrotnie. Bo teraz to co już napisałam to
napisałam, a teraz tylko ktoś z góry to sprawdzi, pośmieje się nad tymi farmazonami,
które stworzyłam, skreśli kilka miejsc, podpisze, i wstawi wyniki do sieci. A ja
zapewne wezmę to do siebie i całą noc będę płakała nad tym, jak wielki nikim
tego świata jestem. O tak. To jest to, co Niseko lubi najbardziej. Jednak
chyba gorsze od wyników jest to, że jutro mam jazdę autem. Będę
nieprzytomna, a po ostatnich jazdach z niedorąbanym instruktorem, na którego aż podniosłam głos, bo się nie dało, to już nie wiem czy chcę jeździć. Stresował mnie do tego stopnia, że co chwila gasło mi auto i nie mogłam nawet ruszyć (a nigdy na żadnej godzinie mi się to nie działo), dogadywał jakimiś durnymi tekstami a raz nawet złapał mnie za kolano.
Nie mam ochoty jeździć z typem. Stary, obleśny, debil. Także jutro zapowiada się
generalnie super dzień. Pobudka 5:30.. jazda od 7:00 do 11:00, a potem (co też mnie
niesamowicie wkurza) może prawdopodobnie nie być audycji. A to miała być moja
pierwsza zapowiedziana audycja, i to w dodatku z wywiadami. Naprawdę jestem o
to zła. Jeszcze przez wyniki matur, pewno nie pośpię za długo, bo trzeba na nie czekać.
Brzuszek mnie boli.
No ale nic. Zostanie najwyżej sierpień. tylko obawiam się, że w półtora miesiąca raczej
nie mam szans zrobić tego, czego nie ogarnęłam przez tyle lat, a z tego co wiem, to nie
należę raczej do tych głupszych osób, więc tutaj jakiś przegryw w moją stronę, bo to aż
śmieszne.
Przepraszam, że nagle przerwałam wpisy. Nie dość, że nie miałam zbytnio nastroju na
ich pisanie, to dodatkowo żadne rozkminy nie mąciły mi w głowie, a poza tym nie
otrzymywałam od was żadnych wiadomości, więc pomyślałam, że przestaliście czytać.
Zrobiło mi się smutno, ale stwierdziłam, że nie będę was zmuszać, może kiedyś coś wam
się tu spodoba i znowu zaczniecie sprawiać mi niespodzianki w postaci waszych komentarzy.
Odejdźmy trochę poza krąg mało osiągalnych przyziemnostek.
Mam dla was coś, co na pewno wzbudzi w was chęć na rozmyślanie
na temat waszego życia na dzisiejszy wieczór.
Miewacie może czasami tak, że myślicie o tym, jak przyjdzie do was śmierć?
Ja bardzo często. Tym bardziej po wydarzeniach, które ostatnio zmieniają bieg
historii przyszłości. Mojej.. i światowej. Może teraz rozjaśnię. Ostatnio zmarła
znajoma. W sumie nawet nie była moją znajomą, nigdy się nie poznałyśmy.
Wiedziałam natomiast kim była, często widywałam ją na korytarzu w szkole.
Miała duszę prawdziwej rockowej dziewczyny, dawała popalić, a przy tym była
piękna i bystra, Naprawdę wyjątkowa dziewczyna. Miałam w szkole kilka takich
osób, które zawsze chciałam poznać, ona była jedną z nich. Chciałam z nią
chodzić na imprezy, a nawet może i być taka jak ona. Była nietuzinkowa, mimo,
że tak jak wspomniałam, nigdy się nie poznałyśmy. Gdy dowiedziałam
się, że ostatnio zmarła, mój mózg nie mógł dopuścić do siebie tej myśli. Młoda,
piękna dziewczyna, która w jednej sekundzie stała się zastygłą duszą? To
było nie do przyjęcia. Po tej informacji nie spałam całą noc. Myślałam nad tym
jak było by ze mną. Czy kogoś zaskoczyło by moje nagłe, wieczne zniknięcie?
Czy ktoś by zapłakał? Jak by mnie wspominali, co by mówili.. Ciarki, niepewność.
Strach. Nie chcę nawet o tym myśleć. Boję się myśleć o tym, co by było wtedy.
Prawdopodobnie nie zostawiłabym po sobie nic. Tego też się boję. Odejść w
niepamięć jak miliardy, trycyliardy czy centyliardy ludzi, którzy już umarli.
Ale wam zaserwowałam ciężką rozkminę, co? No to jedziemy dalej.
Podobny temat, złapał mnie po piątkowych zamachach w Tunezji, Francji czy Kuwejcie.
Moja mama z siostrą miały dziś lecieć na wakacje do Tunezji. Boję się myśleć co by było,
gdyby znalazły się w tym hotelu w piątek. Albo co gorsza, na plaży. Wyobraźcie sobie
tą sytuacje. Lecicie kawałek świata, na swoje pierwsze w życiu wakacje, przylatujecie do hotelu, rozpakowujecie się, ubieracie strój i w super nastrojach lecicie na plażę, poopalać się, albo popływać. Nagle podpływa łódka, z niej wysiada rybak z parasolką. Nie interesuje was to, bo to zwykły człowiek. Otwiera parasolkę w której jest kałach i w was mierzy, po czym bez wahania strzela. Widzicie tylko kilka kul lecących w waszą stronę, ale nie macie szans na ucieczkę, bo już jest za późno. Strzelił. Strzela też w waszą drugą połówkę, mamę, tatę, siostrę, brata, kogokolwiek kto jest wam bliski. Widzisz to, i jedyne co możesz to tylko skowyczysz za jego cierpienie, bo właśnie wykrwawiasz się na śmierć. Odpływasz. I co.
Pustka.
Pustka, której nikt nie cofnie. Bo to nie bajka. Bo to nie film. Tylko życie, które
własnie skończyło się, bo jakiś typ, który strzela w imię jakiegoś niewidzialnego kogoś, którego ktoś wymyślił sobie setki lat temu,uwalił sobie, że ci do których strzela nie wyznają tej wiary co on i może ich tak bezkarnie zabić. Powiedzcie w imię, kurcze, czego. Co ci turyści zrobili tym gostkom, że tak muszą traktować niewinnych, ludzi, którzy po prostu przyjechali odpocząć. Ja rozumiem strzelać do wojsk. Ok. Może chcą się bronić, żeby nie wyjść na słabych. ALE DO CYWILI?! To już na to wychodzi, że nawet na ulicy nie można czuć się bezpiecznie. Wszędzie, ktoś może wrzasnąć "Allah Akbar" i rozsadzić pół miasta. Super. Tylko wracając do tego co chcę powiedzieć. Nie wiem jak bym się zachowała, gdyby siostra
i mama tam zginęły. Ale chyba nie miałabym nic więcej do stracenia i pojechała pomiędzy
arabów z napakowanym bombami plecakiem. Może bym kogoś rozsadziła. No ale co z tego
nie przywróciło by to życia mojej mamie, a zabiłabym kolejnych niewinnych ludzi, którzy
nawet nie mają z tym do czynienia. Właśnie.
Kolejna pustka.
Ale takie już moje rozmyślania.
Mam nadzieję, ze dzisiejsze wejście do kapsuły wam się podobało, i że będziecie dziś
za mnie trzymać kciuki, bo stresuję się jak cholera. Lecę się myć i chociaż się położę.
Najwyżej ustawie budzić na którąś w nocy, albo sprawdzę wyniki rano, o ile usnę.
Co do audycji to nie mam pojęcia, czy się odbędzie. Oby tak, bo się wkurzę.
Jeszcze jedna rozkmina : czy da się powiedzieć "bąbelki" w groźny sposób?
Albo czy da się zrobić.. "urocze zdjęcie" pistoletu?
Lecę. Ciężka noc przede mną, Trzymajcie się.
- Sia- Elastic Heart tak chciało mi się posłuchać.
Do zobaczenia niebawem.
Jeśli swojej śmierci boisz się najbardziej to ciesz się, ponieważ są rzeczy o wiele gorsze od niej.
OdpowiedzUsuń