poniedziałek, 14 września 2015

Dzisiaj postaram się opowiedzieć Wam o tym, jak to jest mieć mózg i myśli
perfekcjonistki, a ciało życiowej ciamajdy. Może być ciekawie, zatem
lepiej by było zaparzyć sobie herbatkę, przed przeczytaniem tego, co dla Was
dziś przygotowałam. Z resztą, ja również nie zasiadam do pisania wpisu bez
ciepłej, owocowej herbatki z ziarenkami aronii. Aronia podobno jest dobra na
serce, wiedzieliście o tym? Ale dziś nie to chciałam przekazać..
Zacznę od tego, że każdy dzień nie jest łatwością. Czasami czuję się jak w jakimś
śnie, czy filmie. Jakbym była dwoma osobami naraz. Perfekcyjną Nikolettą, i mega
roztrzepaną i ciamajdowatą Niki. Nie bierzcie mnie za dziwoląga. Po prostu podzielę 
się tą historyjką. 
Podczas, gdy mózg chce, a wręcz żąda nawet tego by być kimś. By być szczupłą,
piękną, inteligentną osobą, ze swoją firmą, autem, domem, zdrową cudowną rodziną,
z kalendarzykiem wypchanym terminami spotkań, idealną dietą, stylem życia i tym 
podobnymi sprawami, a co dzień w lustrze wita lekko otyłą dziewczynę z masą 
kompleksów wywoływanych na życzenie, mega leniwą, dwu-lewo-ręczną, ledwo
zdającą prawko czy cokolwiek osobę, pojawia się mały konflikt. Ów konflikt niestety
polega na sprzecznościach, jakie się tworzą po starciu głowa vs ciało.
Nie wszystko w moim życiu jednak jest idealne, a mówiąc bardziej szczegółowo :
raczej mało jest idealne. Problem w tym, że ciężko jest właśnie tak sprawić, żeby
obie te rzeczy wreszcie się ze sobą pogodziły. Nawet moje wpisy są lekko chaotyczne,
z tego względu, że mózg układa piękne zdania i konwencje, a palce piszą po klawiaturze
coś, co wygląda mniej więcej jakby kot przeleciał po klawiaturze. Ale się staram. Coraz
więcej rzeczy robię takich, żeby ciało pogodziło się z mózgiem. Muszę być ustawiona
w jednym kierunku, albo być perfekcyjna, albo być fajtłapą. Nie godzę się na drugą opcję.
Wybacz ciało, musisz się dostosować do warunków, jakie od teraz dyktuje ci głowa.
Koniec z niedokładnością, niedokańczaniem, robieniem czymś źle. Nie może tak być,
że depresja wywodzi się z tego, że mózg każe jedno, a ciało robi inne.
Trzeba to uciąć, bo rozrasta się jak najgorszy pasożyt i wyżera wszystko co mam od środka.
Czas w końcu poprawić figurę, styl życia, wziąć się za siebie, postawić na dobre cechy, 
na zalety, i na to, co zawsze chciałam, aby było w moim życiu- perfekcja. I mam tylko nadzieję,
że najbliżsi wreszcie mi w tym pomogą. 
Bo ważne jest, aby zacząć od jaśminowej herbatki, a skończyć na pracy w której czuję się
spełniona. Bo wiem, że mnie stać. Bo wiem, że potrafię. Bo wiem.. Wiem, że w końcu ciało
stanie się takie jak mózg. To jedyna droga do tego, aby wreszcie poczuć się lepiej.
Życie ma dla nas już wytoczoną dróżkę, a ja wiem, że wreszcie weszłam na moją, właściwą 
i jedyną drogę. Na sam początek potrzebuję tylko dwóch rzeczy : kalendarzyka na rok 2015/2016
oraz nowego portfela. Będzie to dobry start w przyszłość.
Muszę zadbać o moją przyszłość, godna warunki dla męża, oraz dla dzieci, które w następstwie także będą. Tyłek do góry i wszystko po kolei. Cel po celu. Dasz radę. Tylko nie możesz być stateczna, bo wtedy ciapowatość, i ciało przejmą kontrolę, i znów wszystko będzie nieidealnie, i wróci wszystko co złe. Nie pozwolę na to. Harmonia znowu zawita do mnie i do mojego życia.

...bo tylko ty jesteś tą harmonią mój skarbie...


  • Major Lazer ft. Ellie Goulding-Powerful


idę potańczyć. dawno kręgosłup nie pozwalał mi już na taniec. dam radę.

Do zobaczenia

poniedziałek, 27 lipca 2015



Nie wiem, czy wy też tak macie, ale zawsze, absolutnie zawsze, kiedy mam coś
mega ważnego do zrobienia, to robię wszystko, żeby tylko tego nie zrobić. Tak
jak na przykład teraz. Mam niesamowicie wiele zadań z matematyki, testy na 
prawo jazdy i muszę jeszcze posprzątać mieszkanie, wymienić króliczkowi w 
klatce i generalnie poogarniać kilka istotnych rzeczy i wydarzeń, które będą się
działy w najbliższych tygodniach.
Ale po kolei. Pewno chcielibyście się dowiedzieć, co działo się u mnie w ostatnich
tygodniach. Zacznę od tego, że nie udało mi się zdać matury z matematyki. 
Wszystkie przedmioty zdane z 90% i więcej rezultatem, a nieszczęsna matematyka, która
jest podobno królową nauk, wypięła się na mnie swoimi 2% i pokazała, że mi 
należy się tylko 28%, aby nie zdać tej cholery. Nie każdy jest wyśmienity ze 
wszystkiego. Moja przyszłość i tak nie będzie związana z matematyką. Nauczę się
jej zapewne, ale nie będzie mi potrzebna. Pojechałam do OKE, żeby zrobić wgląd
do pracy, czy czasem nie umknął im ten 1 punkt. Niestety. No ale na tym świat się
przecież nie kończy. Wzięłam urlop w radiu do poprawkowej matury, i mam teraz 
zwiększone i nasilone korepetycje z matematyki z wielką dawką zadań. Przysięgam, 
że nigdy nie miałam, aż tak do czynienia z matmą. Ale jak się okazuje, potrzeba mi 
wyjątkowo niewiele, ponieważ zadania, które dostaje teraz, rozwiązuję szybko,
dobrze i co najważniejsze : SAMA. Te zadania są tylko sprawdzane. Tak jak mówię,
nawet na poprawce, nie oczekuję więcej niż 30%. Nie jest mi to potrzebne do dalszej
kariery zawodowej.
Dalej rozwiązuję testy z prawa jazdy i rzetelnie uczę się na kolejne testy. Nie za bardzo
mi z tego idzie, ale jakoś ogarnę. W końcu prawo jazdy jest w tych czasach niezmiernie
potrzebne. Każda praca, jaka była by dostępna dla osoby z kręgosłupem zakwalifikowanym
do operacji, tak jak na przykład ja, jest aktualnie albo na rozwożeniu dań, pizz, kebabów i 
innych dań na wynos, albo to praca w radiu, redakcji, biurze, lub za innym biurkiem, jaka
nie obciąży jeszcze bardziej mojego kręgosłupa. Nie chcę się oczywiście zasłaniać 
wymówkami, bo wiem, że tak jest najlepiej. Chciałabym już zarabiać na siebie. Nie chcę
być od kogokolwiek zależna. Nie ważne czy to mój chłopak, którego poproszę o drobny
zakup, czy rodzice, których niestety muszę prosić o cokolwiek. Ciężko jest jednak być 
w dalszym ciągu nastolatkiem. Mimo, że prawie mam 20 lat, nie mogę nigdzie wyjechać,
nic sobie kupić, ani nawet nikogo zaprosić do siebie, tak, żeby rodzice nie musieli mi na
to dawać zgody. Z drugiej strony wiem jak ciężko jest mieszkać samemu, jak na siebie 
zarabiać i jak ciężko jest żyć bez całodobowej pomocy rodziców. Każdemu młodemu się
wydaje, że podoła. W naszym świecie niestety taki "prawie dorosły" nagle przekonuje się,
że nie da rady sam. Popada nawet w depresje, zawala studia. Różnie się kończy. Najważniejsze jest w tym wszystkim to, aby nie dać się zwariować i mieć wsparcie ludzi, którzy cię
kochają i doceniają, którzy zawsze z tobą są i zawsze będą. Więc przed zrobieniem tego
poważnego kroku w dorosłość, żeby nie oszaleć, trzeba zadać sobie jedno pytanie :

CZY JA TAKĄ OSOBĘ MAM?


a następnie działać. Przeć do przodu. Podpierać się na miłości osób które cię wspierają i 
dążyć do celu, a potem go osiągać. To trudne, ale dużo łatwiejsze, niż wtedy, gdy ze 
wszystkim jesteś zupełnie sam. 

Migający kursor po skończonej myśli jest okropieństwem. W każdym razie znalazłam 
chwilę czasu i odrobinę weny na napisanie tego co siedziało mi w głowie. Mam nadzieję, 
że nie zanudziłam.



Post na tyle długi, że chyba nie będę dopisywać o rozkminie. I tak długo was już przetrzymuję.
No nic. Cieszcie się wakacjami, i oby były jak najlepsze. Moje zaczną się dopiero, jak uda mi 
się zdać matematykę. 


Chciałbym wreszcie narysować swój OC. Mam w głowie mnóstwo pomysłów i przygód tej
postaci, ale postać na razie nie ma kształtu i wyrazu ;-; pomocy.





  • Na dziś : Elliot Moss- Slip (bardzo już chcę móc tańczyć, żeby do tego zatańczyć)


Do zobaczenia ;)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Postanowiłam napisać coś nie coś przepraszające. Dzisiejszy wpis proszę potraktować z przymrużeniem oka, ponieważ jego autorka niesamowicie stresuje się wynikami z matury.
Tak. To ten dzień. Dzień w którym po raz kolejny będzie mi udowodnione, jak
bardzo kiepska z matematyki jestem. Nawet nie stresuję się polskim i angielskim
(chociaż z doświadczenia wiem, że trzeba by było, bo różnie to bywa), jak tym
przedmiotem. Cały dzień mnie mdli i nie powiem co jeszcze przez ten stres.
Mogę powiedzieć w sumie, że teraz stresuję się bardziej, niż wtedy, gdy pisałam
matury, mimo, tego że powinno być odwrotnie. Bo teraz to co już napisałam to
napisałam, a teraz tylko ktoś z góry to sprawdzi, pośmieje się nad tymi farmazonami,
które stworzyłam, skreśli kilka miejsc, podpisze, i wstawi wyniki do sieci. A ja
zapewne wezmę to do siebie i całą noc będę płakała nad tym, jak wielki nikim
tego świata jestem. O tak. To jest to, co Niseko lubi najbardziej. Jednak
chyba gorsze od wyników jest to, że jutro mam jazdę autem. Będę
nieprzytomna, a po ostatnich jazdach z niedorąbanym instruktorem, na którego aż podniosłam głos, bo się nie dało, to już nie wiem czy chcę jeździć. Stresował mnie do tego stopnia, że co chwila gasło mi auto i nie  mogłam nawet ruszyć (a nigdy na żadnej godzinie mi się to nie działo), dogadywał jakimiś durnymi tekstami a raz nawet złapał mnie za kolano.
Nie mam ochoty jeździć z typem. Stary, obleśny, debil. Także jutro zapowiada się
generalnie super dzień. Pobudka 5:30.. jazda od 7:00 do 11:00, a potem (co też mnie
niesamowicie wkurza) może prawdopodobnie nie być audycji. A to miała być moja
pierwsza zapowiedziana audycja, i to w dodatku z wywiadami. Naprawdę jestem o 
to zła. Jeszcze przez wyniki matur, pewno nie pośpię za długo, bo trzeba na nie czekać.
Brzuszek mnie boli.
No ale nic. Zostanie najwyżej sierpień. tylko obawiam się, że w półtora miesiąca raczej
nie mam szans zrobić tego, czego nie ogarnęłam przez tyle lat, a z tego co wiem, to nie
należę raczej do tych głupszych osób, więc tutaj jakiś przegryw w moją stronę, bo to aż
śmieszne. 
Przepraszam, że nagle przerwałam wpisy. Nie dość, że nie miałam zbytnio nastroju na
ich pisanie, to dodatkowo żadne rozkminy nie mąciły mi w głowie, a poza tym nie 
otrzymywałam od was żadnych wiadomości, więc pomyślałam, że przestaliście czytać.
Zrobiło mi się smutno, ale stwierdziłam, że nie będę was zmuszać, może kiedyś coś wam
się tu spodoba i znowu zaczniecie sprawiać mi niespodzianki w postaci waszych komentarzy. 

 Odejdźmy trochę poza krąg mało osiągalnych przyziemnostek. 
Mam dla was coś, co na pewno wzbudzi w was chęć na rozmyślanie
na temat waszego życia na dzisiejszy wieczór.


Miewacie może czasami tak, że myślicie o tym, jak przyjdzie do was śmierć?
Ja bardzo często. Tym bardziej po wydarzeniach, które ostatnio zmieniają bieg
historii przyszłości. Mojej.. i światowej. Może teraz rozjaśnię. Ostatnio zmarła
znajoma. W sumie nawet nie była moją znajomą, nigdy się nie poznałyśmy.
Wiedziałam natomiast kim była, często widywałam ją na korytarzu w szkole.
Miała duszę prawdziwej rockowej dziewczyny, dawała popalić, a przy tym była
piękna i bystra, Naprawdę wyjątkowa dziewczyna. Miałam w szkole kilka takich
osób, które zawsze chciałam poznać, ona była jedną z nich. Chciałam z nią 
chodzić na imprezy, a nawet może i być taka jak ona. Była nietuzinkowa, mimo, 
że tak jak wspomniałam, nigdy się nie poznałyśmy. Gdy dowiedziałam
się, że ostatnio zmarła, mój mózg nie mógł dopuścić do siebie tej myśli. Młoda, 
piękna dziewczyna, która w jednej sekundzie stała się zastygłą duszą? To
było nie do przyjęcia. Po tej informacji nie spałam całą noc. Myślałam nad tym 
jak było by ze mną. Czy kogoś zaskoczyło by moje nagłe, wieczne zniknięcie?
Czy ktoś by zapłakał? Jak by mnie wspominali, co by mówili.. Ciarki, niepewność.
Strach. Nie chcę nawet o tym myśleć. Boję się myśleć o tym, co by było wtedy.
Prawdopodobnie nie zostawiłabym po sobie nic. Tego też się boję. Odejść w 
niepamięć jak miliardy, trycyliardy czy centyliardy ludzi, którzy już umarli. 
Ale wam zaserwowałam ciężką rozkminę, co? No to jedziemy dalej.
Podobny temat, złapał mnie po piątkowych zamachach w Tunezji, Francji czy Kuwejcie.
Moja mama z siostrą miały dziś lecieć na wakacje do Tunezji. Boję się myśleć co by było,
gdyby znalazły się w tym hotelu w piątek. Albo co gorsza, na plaży. Wyobraźcie sobie
tą sytuacje. Lecicie kawałek świata, na swoje pierwsze w życiu wakacje, przylatujecie do hotelu, rozpakowujecie się, ubieracie strój i w super nastrojach lecicie na plażę, poopalać się, albo popływać. Nagle podpływa łódka, z niej wysiada rybak z parasolką. Nie interesuje was to, bo to zwykły człowiek. Otwiera parasolkę w której jest kałach i w was mierzy, po czym bez wahania strzela. Widzicie tylko kilka kul lecących w waszą stronę, ale nie macie szans na ucieczkę, bo już jest za późno. Strzelił. Strzela też w waszą drugą połówkę, mamę, tatę, siostrę, brata, kogokolwiek kto jest wam bliski. Widzisz to, i jedyne co możesz to tylko skowyczysz za jego cierpienie, bo właśnie wykrwawiasz się na śmierć. Odpływasz. I co. 
Pustka.
Pustka, której nikt nie cofnie. Bo to nie bajka. Bo to nie film. Tylko życie, które
własnie skończyło się, bo jakiś typ, który strzela w imię jakiegoś niewidzialnego kogoś, którego ktoś wymyślił sobie setki lat temu,uwalił sobie, że ci do których strzela nie wyznają tej wiary co on i może ich tak bezkarnie zabić. Powiedzcie w imię, kurcze, czego. Co ci turyści zrobili tym gostkom, że tak muszą traktować niewinnych, ludzi, którzy po prostu przyjechali odpocząć. Ja rozumiem strzelać do wojsk. Ok. Może chcą się bronić, żeby nie wyjść na słabych. ALE DO CYWILI?! To już na to wychodzi, że nawet na ulicy nie można czuć się bezpiecznie. Wszędzie, ktoś może wrzasnąć "Allah Akbar" i rozsadzić pół miasta. Super. Tylko wracając do tego co chcę powiedzieć. Nie wiem jak bym się zachowała, gdyby siostra
i mama tam zginęły. Ale chyba nie miałabym nic więcej do stracenia i pojechała pomiędzy 
arabów z napakowanym bombami plecakiem. Może bym kogoś rozsadziła. No ale co z tego
nie przywróciło by to życia mojej mamie, a zabiłabym kolejnych niewinnych ludzi, którzy
nawet nie mają z tym do czynienia. Właśnie.
Kolejna pustka.
Ale takie już moje rozmyślania.

Mam nadzieję, ze dzisiejsze wejście do kapsuły wam się podobało, i że będziecie dziś
za mnie trzymać kciuki, bo stresuję się jak cholera. Lecę się myć i chociaż się położę. 
Najwyżej ustawie budzić na którąś w nocy, albo sprawdzę wyniki rano, o ile usnę.
Co do audycji to nie mam pojęcia, czy się odbędzie. Oby tak, bo się wkurzę.


Jeszcze jedna rozkmina : czy da się powiedzieć "bąbelki" w groźny sposób?
Albo czy da się zrobić.. "urocze zdjęcie" pistoletu?

Lecę. Ciężka noc przede mną, Trzymajcie się.


  • Sia- Elastic Heart      tak chciało mi się posłuchać.


Do zobaczenia niebawem.

środa, 17 czerwca 2015

Dzień dobry 
Cieszę się, że znowu wróciliście. Obiecałam sobie, że dziś ogarnę co nie co pokój. Przez cały dzień musiałam mieć zasłonięte okna, ponieważ dalej malują nam blok. Dziś molestowali kawałek ściany przy moim oknie. Pominę fakt, iż nasłuchałam się miłych ciekawostek o życiu robotników. No bo serio, czy ci ludzie nie rozumieją, że te szyby nie są kuloodporne i dźwiękoszczelne? Ba! Nawet przez chwilę, nawet usłyszałam, że rozmawiają o wnętrzu mojego pokoju. Niby wszystko okej, ale obawiam się, że jeśli ja bym tak cały dzień stała pod ich oknem i gadała o wszystkich chorobach jakie przeszłam, i co ogólnie na co dzień porabia moja rodzina, to facet by się pochlastał. No właśnie. Kolejna podobna rzecz, gdy jadę gdzieś dosyć daleko, jak na przykład do Krakowa lub Wrocławia, i wsiądzie do autobusu jakaś babka. Wszystko ładnie pięknie, ale nagle rozlega się dźwięk dzwonka z telefonu. Jedyne, co potem przerwie tą jakże
krępującą ciszę w busie, będzie długi monolog, na tyle głośny, że czasami dziwie się, że w Gdańsku ktoś nie krzyczy "zawrzyj się wreszcie". Ile razy to nasłuchałam się o tym jak Kryśkę zostawił mąż, albo jak Zdzisek dostał zapalenia trzustki (+ szczegóły z tym związane naturalnie), albo Marylki córka puściła się z jakimś dresem z wioski obok. Po prostu pytam grzecznie : co mnie to. Ale jak widać nie każdy jest w stanie zrozumieć. No nic. Na chama nie ma lekarstwa. Takie zachowanie niestety jest już bardzo niegrzeczne, i tylko przypomnę, że sprzeczne z savoir-vivrem.



Ostatnio doszłam do wniosku, że nie ma lepszego uczucia, niż to, kiedy się jest potrzebnym.
Ja, mimo faktu, że nie zawsze moje otoczenie mnie akceptowało, chciałam być akceptowana.
Dlatego to wszystko. Dlatego pływałam, tańczyłam, śpiewałam, rysowałam, grałam na instru-
mentach, grałam w teatrze i byłam w radiu. Żeby wreszcie ktoś mnie akceptował. Ale teraz
nie o tym. Głównie robiłam to wszystko, bo wiedziałam, że sprawiam tym innym przyjemność.
Wszyscy się cieszyli, a ja uwielbiałam poprawiać im humor i nastrój. Chciałam, chociaż w taki
sposób być dla nich potrzebna. Być wsparciem, mimo, że nie każdy mógł być wsparciem dla
mnie.


Zasłony zasłonięte,więc jutro pośpię spokojnie. Bez obgadywania u robotników.

Na zakończenie odpowiedź 

                             
Na początku muszę dać małe sprostowanie. 
Miało być : "Buntujemy się przed światem", a nie przed sobą.
Jak zwykle zrobiłam skrót myślowy. Tak jak ostatnio na
audycji. Nieważne. W każdym razie o tym chciałam napisać,
a wyszło już jak wyszło. Mogę za to tylko przeprosić.
Czyli rodzaj buntu mamy podobny. Mojej mamie pasuje 
wywoływanie u mnie takiego rodzaju buntu i to jej: "ty nigdy
nie umyjesz naczyć", a właśnie że umyje. Bah! I są umyte. 
Tyle z "buntu", a pozatym, tak na poważnie, to wiem o czym 
mówisz. Właśnie tak jak powiedziałeś, taki rodzaj buntu, to 
jednak najczęściej pokazywany bunt wśród nas. To zasadniczo
o sprzeciwianie się rodzicom, chodzi w młodzieńczym buncie.
Zapewne czytałeś "Tango". Nic więcej chyba nie muszę mówić,
nieprawdaż? Pozwól, że zacytuję : "Dla mnie najważniejsze jest 
bycie sobą, niezależnie od okoliczności." Pokazujesz to na każdym
kroku, i to też w Tobie podziwiam. Cieszę się, mając za motywację
życiową, kogoś takiego jak ty. Czekam na jeszcze więcej takich
motywujących mnie komentarzy, i masz rację. Nie zmieniaj się.
Taki jaki jesteś- jesteś najlepszy. Każdy z nas powinien mieć przed
oczami taki napis. Teraz apel do wszystkich czytających.

Jeszcze raz dziękuję za komentarz. I czekam na więcej.
Niseko.



No nic. Kładę się już powoli. Nie macie pojęcia, jak bardzo cieszy mnie wciąż rosnąca
liczba czytelników. Aż chce się pisać! Możecie również spokojnie wysyłać mi tematy,
na które chcecie usłyszeć moją opinię. Chętnie się nią z wami podzielę. Teraz będę 
rozmyślać o tym, co przekazać wam jutro. To jak? Dobranoc? No ja myślę. Jeszcze raz
wam dziękuję. To wiele dla mnie znaczy.

  • Nero-Thrill            <--polecam do biegania
Do zobaczenia niebawem :)

wtorek, 16 czerwca 2015



Ludu Duloc!
Na początek odpowiedzi na dwa komentarze Miff, a potem coś
niecoś o moich urodzinach i nowej rozkminie, z jaką ostatnio się
trochę pogłowiłam.



                            Droga Miff,
Naturalnie nadrobiłaś, a nawet przebiłaś pana Anonima, ponieważ ten, nagle przestał się odzywać. Nie mam pojęcia kim był, ale mam za to nadzieję, że chociaż odczytał moje wypociny. Wracając. Bardzo popieram założenia, z jakich wychodzisz. Poza tym nie rozumiem, czemu każdemu rodzicowi zależy na tym, by było prawnikiem czy lekarzem, a po prostu nie może realizować swoich marzeń i celów. Przecież każdy z nas jest inny
i ma inne zainteresowania. Ta tajemnica, chyba nigdy nie zostanie rozwikłana. 
Btw: to z biurkiem i pachami- wymiata :D
Niestety żyjemy w takim społeczeństwie, gdzie narzekanie często jest brane, za formę buntu, albo atak na kogoś. No własnie. Odnośnie wyborów, to wole się nie wypowiadać.
Na tym blogu, lepiej nie poruszać kwestii politycznych,bo różnie się to kończy. Odebrano ci prawko? Co znowu przeskrobałaś?
Nie można być "aktualnie pesymistą". To coś, co, albo się ma całe życie,albo się nie ma wcale. Nie przesadzaj, oddadzą, a ty już nie skrob nic więcej. Do mnie możesz pisać co tylko będziesz chciała, więc nie przejmuj się niczym. Taki przypadek "ślepoty styropianowej",
to nie jedyny taki, jaki znam. Ale zgadzam się, osoby winne, w naszym kraju nie są niestety karane, a karane są boguducha winne osoby. W tym przypadku ta starsza pani. Nie chcę cię smucić, ale niestety my, jednostki, nic z tym nie zrobimy, choćbyśmy nie wiem jak bardzo tego pragnęli. To moja opinia. Brutalna, ale jedyna jaka w tej sytuacji jest słuszna. Musimy niestety dbać o to, by przyszłość wyglądała nieco inaczej, ale oczywiście w miarę naszych możliwości. Damy radę. Trzeba myśleć na tyle pozytywnie, na ile tylko się da.
Niseko



Przerwę na chwilę odpowiadanie, i przejdę do mojej rozkminy na dziś. Zacznę od tego,
że myślałam trochę o buncie. I o momencie, w którym on przychodzi. Dlaczego w ogóle
jest coś takiego jak bunt? Przecież młodym żyło by się łatwiej, gdyby nie mieli swojego
zdania, gdyby nie odbiegali od norm, gdyby nie byli sobą i gdyby nie chcieli wreszcie
decydować o sobie, prawda? Zatem po co to wszystko. Otóż właśnie po to. Po to by
mieć swoją "inność". Szkoda, że bunt przychodzi właśnie w tak nie odpowiedzialnych
momentach. Włącza się wtedy, gdy nie musi, i nie zawsze mamy na niego wpływ. Starsi
nazywają to "pyskowaniem". Nie dojrzało to brzmi, i czasami wkurza jeszcze mocniej.
Każdy z nas przechodzi okres buntu, i z przykrością muszę stwierdzić, że nikogo on nie
mija. Mimo tego, jak bardzo chcielibyśmy, żeby w ogóle do nas nie dotarł. Mój zaczął
się stosunkowo niedawno. Nigdy tak nie "pyskowałam", czy poprostu nie sprawiam 
problemów, co teraz. Mama od małego powtarzała mi "Jak będziesz miała 18 lat, to
będziesz mogła robić, co się żywnie podoba". Wam też? Gorzej, ze jak już mam to 
osiemnaście, to mama zaczyna, jak mantrę nowy wyuczony wierszyk "Jak pójdziesz na
swoje, to wtedy będziesz mogła robić co ci się będzie podobało". No wszystko było
by naprawdę w porządku, gdyby nie jednak myśl, że jeszcze długo się nie usamodzielnię.
Pierwsze jakieś studia. Wypada. Potem dopiero myśli o usamodzielnieniu. Życie nastolatka
to jedna wielka taksońska masakra. Piłą motorową. W poprzek. No i w takich momentach
pojawia się ten znienawidzony, przez młode pokolenia wyraz "bunt". Trzeba się buntować.
Znaczy.. teoretycznie nie trzeba, ale praktycznie, każdy z nas kiedyś musi. To jest jak odra.
Każdy ją kiedyś przejdzie. Bunt to ta sama jednostka chorobowa. Tylko do tego też trzeba dojrzeć.
Kończąc ten wątek rozkminy, tylko zapytam o jedną rzecz. Czy kiedyś uda się znaleźć złoty środek na młodzieńczy bunt? Mam szczerą nadzieję, że się uda, bo nie chciałabym mieć dzieci, podobnych pod tym względem do mnie. To tak pół żartem, pół serio.

Droga Miff,
W odpowiedzi na Twój drugi komentarz, zacznę od, za przeproszeniem
"dupy strony". Bardzo dziękuję, za przemiłe życzenia, jak wspominałam,
czekam teraz, aż wszystkie się spełnią. A te od Ciebie w szczególności, 
ponieważ, są tego warte.
Niseko

No i się spóźniłam z wpisem. Ostatnio mam dosyć ciężkie dni. Sami wiecie. 19 lat, to już nie
mało, i czasami trzeba się mierzyć z poważnymi decyzjami, mimo, że głową, jeszcze dalej siedzi
się w piaskownicy, albo bawi lalkami z koleżankami na kocu, gdzieś pośród pierwszych promieni lata. No własnie. Ale spokojnie. Dziś będzie jeszcze jeden wpis. Tymczasem, muszę was zostawić z rozmyślaniami na temat tego, jak wyglądał wasz bunt, lub jak nadal wygląda oraz przed czym, tak naprawdę każdy z nas się buntuje. Odpowiedź brzmi : buntujemy się przed sobą. Tylko i wyłącznie.
Powoli będę pakowała moje manatki, i uciekała spać. Dziś czeka mnie kolejny ciężki dzień - jazda autem, oczywiście. O rezultatach, poinformuję tutaj. Dobrej nocy życzę nocnym Markom. Tadkom i Genowefom też. W sumie wszystkim życzę dobrej nocy. Wyśpijcie się.

"Feel the call of youth. That's the only thing, which recognise real you in yourself"


  • Alt-J  -  Breezeblocks 
Do zobaczenia niebawem.

niedziela, 14 czerwca 2015


Kolejne wejście do kapsuły. Proszę nie pukać, tylko wchodzić śmiało.
Dziś o rytuałach, i na nich chciałabym się na chwilę zatrzymać. Każdy z nas ma swoje, tak samo jak marzenia. Nie oszukujmy się. Ja swoje własne rytuały porównuję, do tych, które
mogliście zobaczyć w filmie "Dzień Świra". Wszystko muszę liczyć.
Wstaję rano. Poranna toaleta, (ale w tym czasie już robi się woda na kawę)
następnie zrobienie sobie kawy+ jakiś jogurt, albo śniadanko. (tu już
pragnę zaznaczyć, że konwencja śniadania zależy od samopoczucia i
tego, którą nogą się wstało z wyrka :D) Od miesiąca, zaraz po zrobieniu 
kawki, odpalam komputer. Sprawdzam pocztę, facebooka, aktualizacje, 
postęp w grach, instagrama. No a potem, to już bardziej zależy od planów,
jakie szykuje mi dzień. Przynajmniej tak od jakiegoś czasu, wygląda mój 
dzień. Rutyna i to co powtarzamy rytualnie każdego dnia, jest niestety dołączone
w niechlubnym prezencie od matki natury, do kręgu życia człowieka. Musimy się z tym oswajać. Nie powinniśmy z tym niestety walczyć. To jedna z wielu rzeczy oddzielających nas od zwierząt, i niech tak może lepiej pozostanie. Każdy narzeka na rutynowe życie, ale to tylko dzięki takim codziennym zachowaniom, jesteśmy w stanie nie zdziczeć. Uwierzcie 
mi, nawet włączenie drzemki w budziku, gdy wstajemy rano, to swojego 
rodzaju rytuał. Nawet obiad, robiony i podawany, przez waszą mamę, waszego
tatę czy babcie, jest rytuałem. Wiecie co? Powiedzcie sami. Narzekacie na
takie coś, a potem jak tego brakuje, to narzekacie sami na siebie, że zabrakło 
i tego. Tu pojawia się kolejny problem do rozwiązania. Nie docenianie tego co 
się ma. Żyjemy w świecie, w którym nie każdy i nie w każdej sytuacji doceni to,
co dostał od życia. Z resztą, często jest tak, że chcielibyśmy posiadać coś, czego
nie możemy posiadać, a gdy już ciężką pracą, albo wybłaganiem u rodziców,
dostaniemy... z czasem po prostu nam się to nudzi. Taka jest prawda. Rzeczy 
materialne nudzą się istotom materialnym. Wiecie, czemu każdy kto posiada 
hobby narzeka, że musi na nie wiele wydawać? Ponieważ czeka na swoją perełkę
godzinami, dniami, miesiącami, latami, natomiast, gdy już ją posiada i spędza z nią
wiele czasu.. nudzi mu się. Chce czegoś innego. Kolejną rzecz do kolekcji, znowu
to musi być coś długo wyczekiwanego, co następnie i tak porzuci, na rzecz, nowszej
zabawki, lepszej jakości i sprawniejszej używalności. To smutne. Ja zawsze stawiam 
się na miejscu takich rzeczy. Czy jeżeli mam w okół siebie ludzi, którzy co rusz mają
coś nowego, to czy ja też się im kiedyś nie znudzę? Prędzej czy później się nudzę.
To boli jak cholera. Tym bardziej, że ja nigdy o nikim nie zapominam. Tylko czasami
się wkurzę, ale to chyba normalna reakcja ludzka. Jeszcze jest kwestia ustaleń. Na
nieszczęście jestem osobą, która nie pisze jako pierwsza. Zawsze bałam się, że komuś
mogę przeszkadzać, albo najzwyczajniej w świecie się komuś naprzykrzać, czego nie 
chcę. Nie lubię takich sytuacji. Z tego miejsca, muszę przeprosić wszystkich, do których
nie piszę jako pierwsza. Po prostu nie potrafię. Mimo waszych ostrzeżeń : PISZ KIEDY
TYLKO MASZ OCHOTĘ/ PISZ ZAWSZE/ NAPISZ JUTRO, nie potrafię. Przepraszam.

Kolejna rzecz, jaka mnie ucieszyła, to kolejny odzew w komentarzach na to co nabazgrałam

Miff! Musisz mi wybaczyć długie zwlekanie z odpowiedzią, 
ale musiałam odebrać telefon i popłakać się trzy razy po 
życzeniach, jakie przed chwilą dostałam, i po najważniejszych,
których nigdy nie usłyszę. Ale teraz nie o tym.
Jednak chyba muszę cię przeprosić. Pozwól, że odpowiem w
kolejnym poście. Już dzień zaczyna się niemiło. Tak jak przypuszczałam.
Idę spać, chcę, żeby ten dzień się jak najszybciej skończył.
Niseko




tak. moje urodziny.
Blow a candle.
It begins.

Nie oblekłam pościeli. 1:00. Chyba najwyższy czas to zrobić nie uważacie?
Dobranoc lub Dzień Dobry. To zależy o której to czytacie.
W każdym razie.. mam nadzieję, że się podobało. Jeśli oczekiwaliście
czegoś jeszcze to przepraszam, ale dziś jest taki dzień w roku, w który to 
chcę się zakopać w kocyk i spać cały dzień. Nie budzona i nie tykana.
Lecę. 

  • 3 doors down- Here Without You           na dobitkę.
Do zobaczenia niebawem.
Może.. pozwolicie mi, że zacznę od tego, że naprawdę bardzo cieszę
się, na komentarze, które wpłynęły pod wczorajszy, wstępny post.
Jak obiecałam dziś jest kolejny. Postanowiłam, że nie będę odpowiadała
na komentarze pod postami. Odpowiem na nie tutaj. Nie macie pojęcia,
jak bardzo dodały mi skrzydeł wasze komentarze. W głowie takie :
wow. ktoś to czyta. wow. chyba myśli tak samo. wow. to takie miłe.
Dość dziecinady. 
Na początek publiczna odpowiedź na komentarz Miff kan. 

Kochana. Dziękuję, że skrupulatnie śledzisz bieg mojego życia i od kilku
lat wspierasz mnie zarówno w robieniu audycji, jak i przeróżnej formie
wypocin pisarskich. Dużo to dla mnie znaczy. Cieszę się niesamowicie, 
że i tym razem mogę na Ciebie liczyć. Ostrzegam lojalnie, że dzisiejszy 
post będzie wyjątkowo długi i żmudny, więc nie obrażę się, jeśli nie dotrwasz
w nim do końca. Za każde słowo, naprawdę stokrotnie Ci dziękuję.
      Niseko


Oddech. Teraz czas na komentarz, który natychmiastowo dziś zmusił mnie
do wstania z łóżka. Momentalnie wstałam na nogi, już na początku czytania
komentarza, żeby doczytać resztę na komputerze. Już teraz widzicie, jaką
moc mają wasze komentarze? Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że są niesamowicie
szczere. Tego w tym blogu tylko od was będę oczekiwała. Waszej opinii. 
Powstał po to, żeby nawet z anonima powiedzieć, co o mnie myślicie, i co 
myślicie o tym co tu piszę, nawet jeśli, nie odważylibyście się nigdy na to, aby
mi to powiedzieć prosto w twarz. Jeszcze jedna prywata : MATKO, JAK MI
GORĄCO. W taki skwar, serio ciężko myśleć. Ale ci co mnie znają dobrze 
wiedzą, że dla was wszystko ;)
Odpowiedź.

Od razu chciałabym zaznaczyć, że bardzo cieszę się, na mojego osobistego
anonima. Mam nadzieję, że i ja w czymś osobistym się przydam. Jak na 
przykład w dawaniu rad. Nie jestem w tym jakimś geniuszem, bo tak samo jak
ty mam 18 lat (jeszcze dzień,ale co tam), w każdym razie, mam jakąś dziwną
potrzebę pomagania ludziom. I ta potrzeba znowu uruchomiła się teraz. Skoro 
już Ci odpowiadam, to zahaczę także o wątek rozmyślań. Po przeczytaniu twojego
komentarza mam ich jeszcze więcej. Tak tylko wspomnę, że jak dziś się obudziłam,
myślałam o tym, że każdy z nas musi się dopasowywać, do obowiązującego świata.
Do tego, gdzie żyjemy. Dlaczego? Właśnie dlatego, aby być kimś. Nikt nie patrzy
na Ciebie jak jesteś brzydki, jak nic nie osiągasz, jak co rano, siadasz przed komputerem
i grasz w gry (żeby nie było,nie piszę tego o Twojej osobie,tylko walę ogólniki, więc proszę
mi się nie obrażać! <3 ), masz trądzik, ciężką sytuację materialną, czy inne "głupie problemy".
Właśnie tu pojawia się pytanie : Dlaczego właśnie wtedy nie patrzą? Bo trend im tego 
zabrania. Czemu w gazetach nie piszą o takich rzeczach. Tylko o tym, jaki najnowszy 
smartfon jest ładny, albo co trzeba jeść, żeby mieć figurę modelki, jakich ćwiczeń używać
jaką garderobę nosić? Właśnie to bezsens naszego świata. Nie dopasujesz się? Jesteś
nikim. Masz marzenia? O to fajnie, ale my tego nie lubimy, bo nie mamy swoich marzeń i 
celów i chcemy ci dowalić. Taka jest niestety prawda. Cholernie to boli. Cywilizacja zabija się psychicznie szybciej, niż ludzie umierają z głodu na świecie. Pandemie? Epidemie? Teoretycznie depresja jest największą. Chyba każdy z nas miał chwilę załamań i słabości. Nawet ludzie, którzy nigdy o nich nie słyszeli. Na przykład gdzieś w opuszczonej, rdzennej Afryce. Nikt nigdy im nie wmówił choroby. Nie miał jak, skoro, są jeszcze tacy, którzy nigdy nie widzieli człowieka innego, niż ich  krewni w obozie. Każdy jest tylko człowiekiem. I wiecie co? Mimo, że nasz świat ma "wolność słowa i czynu" to i tak to bujda. Każdy jest niewolnikiem czasu, trendów i życia w społeczeństwie. Myśl o tym mnie boli, jednak chciałabym wrócić do odpowiedzi na Twój post, drogi mój prywatny Anonimie. Chcę zaznaczyć, że pierwsze pomyślałam o tym, o czym ty później napisałeś
to było niesamowicie dziwne, jakbyś czytał mi w myślach. Ale to dobrze. Dobrze mieć
przy sobie kogoś, kto dobrze wie, o czym myślę i mówię. To dodaje jeszcze więcej sił.
Jeśli chodzi o Twoje otwieranie się, to ja nie mam nic przeciwko. Z resztą, jak możesz
zauważyć, pomagasz mi takim otwieraniem się, spojrzeć dalej. Niż tylko w głąb mojej
otchłani myśli.
Niseko


Ta dziwna pustka po zakończeniu myśli, i migający kursor.
Mam tylko nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej. 
Co wy na to? Chyba wpisy nie są takie złe, nie?
Ale spokojnie. Radosne wątki też się znajdą. Obiecuję.
Jeśli coś jeszcze przyjdzie mi do głowy, nie omieszkam o 
tym napisać, ale na teraz to na razie tyle. 
Po południu audycja :) Trzymajcie się gorąco. Albo niech
pogoda robi to za Was.

  • Na ciepłe niedzielne popołudnie polecam coś lekkiego :  Vance Joy-Georgia

Do zobaczenia niebawem.

sobota, 13 czerwca 2015


   Chyba mogę wam zaufać i wpuścić was do mojej małej kapsuły.
Jest ciasna, ale mogę zagwarantować, że nie będziecie się tutaj nudzić.
Gdy kiedykolwiek tworzyłam jakieś blogi.. kończyły się fiaskiem.
Blog osobisty rzecz jasna a co za tym idzie, moje
małe i duże przemyślenia, będą publikowane tutaj. Na waszych oczkach.
Ciekawi mnie jak na nie będziecie reagować. Ja wiem, że każdy ma inne
zdanie, jeśli nie zgadzacie się z moim zdaniem, nic na to nie poradzę. 
Każdy ma inne,prawda?
Haha, no i się zaczęło. Już piszę jak kaleka.
Musicie mi wybaczyć, ale w moich wpisach, zawsze panował rozgardiasz
i istne nieogarnięcie. Ale to tyle powitania w progu.
Odważycie się, zajrzeć do wnętrza kapsuły?
Przez drzwi do niej będę podawała wam karteczki. Czyli moje wpisy.
Możecie czytać, komentować, narzekać, i mnie poprawiać, na co liczę.

Zacznę może od pierwszej myśli jaka mnie dziś złapała.
Dlaczego postęp cywilizacji tak niszczy ludzkość? Kreatywność upada, moralność maleje. 
Ten świat powoli nie ma nic do zaoferowania, ludziom, którzy dopiero wchodzą w prawdziwe życie. To jest niewyobrażalnie ogromna dżungla.
Aglomeracje, globalizację, infrastruktura- wszystko przerasta niejednego. Przecież ten cały postęp i pośpiech są przyczyną depresji, załamań a nawet samobójstw większości populacji. Mieliśmy iść z przyrostem naturalnym w przód, natomiast usilnie cofamy się w tył. I to z naszej winy.
Młodzi wyjeżdżają, albo najzwyczajniej w świecie, wolą odebrać sobie życie. W imię tylko i wyłącznie tego, żeby nie musieć doznać więcej uczucia cierpienia. Codziennej  porażki. Każdy z nas czasem ma takie momenty, w których budzi się w środku nocy, idzie do łazienki, staje przed lustrem
i pyta sam siebie. Co on tu robi? Do czego zmierza?

To i wiele więcej, dowiecie się w następnym odcinku.

No właśnie. Zobaczymy jak to wyjdzie. Mam tylko nadzieję, że wstęp się
spodobał, i nie będę musiała pisać w eter.

By The Way: marzy mi się jakieś ognisko.


  • Posłuchajcie tego przy czym pisałam: Flight Facilities feat. Christine Hoberg- Clair De Lune
niesamowita piosenka na samotne wieczory. takie jak na przykład ten mój teraz.

Do zobaczenia niebawem ;)