środa, 11 stycznia 2017

Koniec i początek.

Troszkę mnie tu nie widzieliście prawda?
Może to i lepiej, odpoczęliśmy od siebie i zdążyliśmy się za sobą stęsknić,
a to już bardzo wiele. Jestem tu z kilku dosyć istotnych powodów. Po
pierwsze, chciałabym wam opowiedzieć co działo się u mnie przez ostatni rok,
a było tego dosyć dużo, po drugie, jak nakazała Pani psycholog- ma mi to
pomóc w walce z czymś z czym borykam się od bardzo dawna- z depresją.
O ostatnim moim roku z życia można było by napisać obszerną książkę, lub
nakręcić niesamowity film, tylko obawiam się, że realizatorom zabrakło by
pieniędzy na super efekty specjalne, jakie moje życie mi dostarczyło. Może
przejdę jednak do rzeczy, bo chyba po to tu jesteście :)
Cofnijmy się o kilka miesięcy wstecz, dokładnie do listopada zeszłego roku,
ponieważ od tamtej pory troszkę się u mnie pozmieniało, przeprowadziłam się
wtedy do taty, ponieważ trzeba się było nim zaopiekować. Troszkę mało pisałam
otwarcie o tacie w internecie, ponieważ był bardzo mobilny i zawsze mógł
przeczytać wszystko co udostępniłam, z czasem nawet na Facebooku wyłączyłam
mu możliwość czytania moich postów i wpisów, ale zawsze znalazł jakiś sposób,
żeby dowiedzieć się co w moim internecie słychać. Po wyprowadzce do taty, mama
przestała do mnie pisać i dzwonić, a tata sam mówił, że skoro tego nie robi to może
właśnie znaczyć, że nie za bardzo ją obchodzę, z resztą- jak sam mówił- wiedziała
dobrze, że tata ma pieniądze i nie martwiła się, że może mi czegoś zabraknąć.
Jednak było mi wiele brak, a szczególnie, miłości od nich. Będąc u taty, bardzo się
usamodzielniłam, tata pracował od 8 do 16, ale pracował godzinę drogi od domu,
zatem wyjeżdżając o 6-7 rano wracał koło 18-19 wieczorem i pierwsze co włączał Fakty,
a potem jadł coś co przygotowałam, lub co sam zrobił, zażywał tonę leków i szedł spać.
I tak codziennie. A ja.. no cóż, odzwyczaiłam się od przebywania z ludźmi jeszcze
bardziej, co wcale nie pomagało mi w życiu, po tym jak wyprowadziłam się od mamy.
Jeśli o mamie mowa, wyprowadziłam się nie tylko po to, żeby pomóc tacie. Chciałam także
odpocząć od mamy i tego, że nie podobał jej się mój chłopak. Od tego, że nie miała już dla
nas ani cierpliwości, ani czasu. Przychodziła do domu rozdrażniona, smutna- często się
kłóciłyśmy. Nie myślcie jednak, że u taty było kolorowo. Jego wieczne pretensje, wytyki,
że nie sprzątam, że nie gotuje, że nie piorę, że nie pracuję, tylko siedzę w domu, co
oczywiście było nieprawdą, ponieważ mój dzień zaczynałam od kawy, włączenia radia i
ogarnięcia całego bałaganu jaki zostawiał mój tata po swojej kolacji, oraz śniadaniu. Potem
pranie (wyprać, zebrać wyschnięte, powiesić mokre), no i wyłożenie i włożenie do zmywarki.
Z internetem było kiepsko, więc mało robiłam na internecie, pisałam tylko wiadomości, bo
co mi więcej pozostało po wyprowadzce do taty. Mieszkał daleko od miasta, i nie miałam
jeszcze auta, więc i spotkać się z kimś było ciężko. Pomijając to, że nikt nawet o to nie prosił.
W całej sytuacji, jedyną osobą, która została mi, bez kłótni, no i kimś kto się mną interesował,
był Filip. To z nim co wieczór zasypiałam, dzwoniąc do niego na Skype. Czekałam cały dzień
tylko po to, żeby wieczorem go zobaczyć, usłyszeć, przy nim się uspokoić i zasnąć.
Byłam wtedy tak niesamowicie nerwowa, że jak biedaczek spóźnił się, to robiłam mu straszne
awantury, bo przecież tyle na niego czekałam, a on mnie olewał, chociaż wcale tego nie robił.
Niestety wtedy już mocno chorowałam, dostałam jakiejś nerwicy i depresji. Bałam się, że
ktoś mi stoi w pokoju i się na mnie patrzy- to nie było normalne. Wiedziałam, że jak zwrócę
się z tym do taty to to zbagatelizuje, a wtedy czułam, że mama się odsunęła, więc do niej nawet
nie chciałam się odzywać. Winiłam ją za całe zło tego świata, bo miałam dosyć, że odpycha
tak niesamowitą osobę, jaką jest mój wspaniały chłopak.
Przyszły święta, spędziłam je z tatą i z moim ukochanym, ponieważ nie chciałam żeby tata został sam,a siostra wigilię spędziła z mamą i jej rodziną. Było mi tak miło, jak wigilijnego poranka zaskoczyła mnie tym, że przyszła mi pomóc, i po prostu mnie odwiedzić, tak sama z siebie. Przyniosła wtedy prezenty od mamy i babci dla mnie. Zaskoczyło mnie to wtedy bardzo. Nie spodziewałam się.  Po wigilii wszystko przeleciało niesamowicie szybko, sylwester, na którym to się popłakałam, bo wysłałam mamie życzenia noworoczne, na które nie odpisała.. poczułam się wtedy niesamowicie samotna, mimo iż był przy mnie Filip, tulił mnie i mówił, żebym płakała, wtedy miało być mi lepiej. Niestety nie było. Pomyślałam, że jaki Sylwester, taki cały rok, i z bardzo się nie pomyliłam, o czym za chwilę.
Styczeń- i cały miesiąc spędzony w domu, ponieważ tata chciał, żebym mu pomagała, dla niego najlepiej by było, gdybym nie pracowała nic a nic, tylko siedziała z nim i przy nim. Chciał mnie tylko dla siebie, bo bał się zostać sam. Mówił, że boi się, że jak zostanie sam to wtedy dostanie zawału (miał cardiowerter, założony rok wcześniej), i nikt mu nie pomoże. Gdy tylko wyjeżdżałam na uczelnię, dzwonił, pisał, lamentował, że coś mu się dzieje, a tak naprawdę tylko chciał, żebym już wróciła. Cały czas próbował mi wmówić wszystko, żebym tylko przy nim siedziała. Sytuacja z dnia na dzień ze zdrowiem taty była coraz gorsza, co wieczór musiałam przemywać jego wrzodziejące rany na nogach i je bandażować. Najgorzej, bo nie mógł się uderzyć czy zadrapać, bo rana się nie goiła i wrzodziała. Wszystko dlatego, że miał cukrzycę. Był tak otyły, że z czasem musiałam pomagać mu zakładać spodnie, a potem nawet pomagać wsiadać czy wysiadać z samochodu.
Luty- dla mnie najbardziej wykańczający miesiąc 2016 roku. Fizycznie, bo psychicznie wykończył mnie czerwiec. Wracając. Cały luty miałam wykupiony bilet miesięczny do Krakowa. Jeździłam codziennie, bo o zamieszkaniu tam, po znalezieniu pracy, tata nie chciał nawet słyszeć ani słowem. Było mi bardzo ciężko codziennie wstawać o 5 rano, tak, by o 6 wyjechać, żeby nie spóźnić się do pracy na 9. Potem robienie umów. Pracowałam w call center po 12 godzin dziennie, coraz gorzej mi szło, coraz mniej spałam i coraz gorzej się czułam. Wracałam koło 23 do domu, czekałam aż Filip zadzwoni do mnie na skype i tak zasypialiśmy. Noc w noc. Ciężko mi się spało, bo potrafię odpoczywać tylko jak jest całkowicie ciemno, więc po połowie miesiąca, jak już się przyzwyczaiłam, spałam płytko, nie wysypiałam się, gdy dzwonił budzik od razu wstawałam, bo byłam już przebudzona. Jadłam, brałam prysznic i do Krakowa. Potem z Krakowa, brałam prysznic i szłam spać. Po miesiącu dostałam choroby wrzodowej i wylądowałam w szpitalu. Cały marzec trzymałam się odpowiedniej diety wrzodowej, mało jadłam, i schudłam kilka kilogramów. Smakowało mi to co wtedy jadałam, chciałam też gotować to tacie, ale on wolał jedzenie w KFC. Wolał gazowane napoje. Mieliśmy jedną szafkę w kuchni- pełną słodyczy. Je też bardzo lubił. Z czasem musiałam gotować sobie osobno i jemu osobno. Zaczęłam też grać w zespole, śpiewałam :) Fajnie było poudawać, że się potrafi! Jakoś koło.. połowy marca zmarła babcia. Mama mojego taty. Pamiętam jak koło 3 przyszedł do mnie, usiadł na skraju łóżka, i płakał. Dopiero rano dowiedziałam się czemu, jak się uspokoił. Wtedy już, mimo że nigdy nie mia z nią dobrej więzi, bo go zostawiła i wyjechała jak miał 16 lat, widziałam, że zgasły mu oczy. Ta pustka to była głęboka depresja. 
Potem przyszedł chłodny kwiecień. Przed świętami przyjechał Filip, po to, aby na Wielkanoc zabrać mnie do siebie. Tata oczywiście gadał, że to pewno jego ostatnie święta, i miał do mnie wielkie pretensje o to, że nie chcę ich spędzić z nim. Wpędził mnie w międzyczasie w dosyć poważną depresję. Codziennie powtarzał jak to jest mu źle, i mi też było. Czułam się coraz gorzej, ale powtarzałam sobie, że muszę być silna, bo inaczej Filip mnie odrzuci. Wiedziałam, że on sam nie czuł się dobrze, więc bałam się, że jak się dowie, że i ja czuję się fatalnie, to nie będzie chciał trzymać mnie, niczym kuli u nogi. Kłóciliśmy się często w tamtym okresie o moich rodziców. Wydawali mi szeregi zakazów, mieli zawszę masę wątpliwości do Filipa, co też stawało się moimi wątpliwościami. "Czy jak teraz Filip nie pracuje, to w przyszłości da radę utrzymać naszą rodzinę? Czy się nie załamie? Czy wszystko udźwignie? Czy znajdzie dobrą pracę?" Wiem, wiem, że rodzice martwią się o swoje dzieci, ale wtedy zrobili mi poważny mętlik w głowie. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że jestem w takim dołku, że nie chcę żyć. Nie dawałam rady zajmować się ojcem, dbać o siebie, być z Filipem, uczyć się, i sprzątać 300-stu metrowy dom jednocześnie. To było za wiele, jak na moje życie. Musiałam być dorosła, ale część mnie wcale tego nie chciała. Wtedy pomyślałam o siostrze. Pomyślałam, co ona by zrobiła będąc w kropce tak jak ja, i zaczęłam uciekać w muzykę. W rysowanie, w pisanie, w tworzenie, szukałam w domu gratów i własnoręcznie je przerabiałam, zaczęłam się uśmiechać. Sama w sobie. Nie pokazywałam tego uśmiechu nikomu. Po przyjeździe od Filipa, po świętach, złożyłam papiery na kasjerkę do hipermarketu. Przyjęli mnie tam bez problemu.
Nadszedł piękny maj. Często siadałam na tarasie, i w promieniach wiosennego słoneczka, śpiewałam. Śpiewałam co sił w płucach, bo dawało mi to ulgę. W hipermarkecie pracowałam na 2 zmiany, tydzień od 6 do 14, a kolejny od 14 do 22. Lubiłam tą drugą zmianę, ponieważ nie musiałam rozmawiać z tatą, tylko przychodziłam, zrobiłam mu opatrunek, wzięłam prysznic, i szłam spać. Do pracy chodziłam na nogach, tam i z powrotem. 30 minut drogi pieszo w jedną stronę. Dzięki pracy i codziennemu treningowi schudłam z 10 kg. A tata? Tata coraz mniej chodził do pracy. Dzwonił do koleżanek z pracy, mówiąc im, że nie daje rady ze swoim zdrowiem. Bolał go bardzo brzuch. Miał przepuklinę, ale mimo to jeszcze narzekał na bóle żołądka. Na tyle silne, że przestawał jeść. 
Pracowało mi się bardzo dobrze. Byłam często zmęczona, ale na swojej zmianie poznałam bardzo fajną dziewczynę, mniej więcej w moim wieku, "towarzyszkę niedoli", jak to się śmiałyśmy. Oprócz starszych pracownic, które o byle co donosiły na mnie kierownikowi, (mówiąc byle co mam na myśli fakt, że jednej z nich, zważyłam 0,5 kg więcej papryki i trzeba było się pochwalić głównemu kierownikowi), swoją drogą nie wiem, czy za to są jakieś premie, ale nieważne. Pomijając to, oraz fakt że sama miałam najcięższy dział, obejmujący 3 regały (6 ścian napojów, które samodzielnie musiałam zwozić z magazynu na 1 piętrze), nie było źle. Dobrze wspominam ten swojego rodzaju zapierdziel. Zaczynały się na uczelni egzaminy, musiałam się skupić na nich. Oczywiście nauka do nich to była jakaś męczarnia, bo gdy tylko siadałam do nauki, to tata wołał mnie po totalne bzdury, w stylu "NIKOLA ZOBACZ CO NA TELEEKSPRESIE JEST!" i tak dalej. Jeszcze to włączanie radia codziennie przed 5 rano. Nie radia zet. Radia Maryja. Bo były msze. Msze które jakoś przez 44 lata życia mojego taty nie były istotne. Stały się po śmierci babci.
Pod koniec maja miałam koncert, na którym była Sara, z resztą jej się najmniej spodziewałam, ale kurcze, to dla mnie tyle znaczyło, że tłukła się dla mnie aż z Włocławka tylko po to, żeby posłuchać mojego fałszu. To było prze kochane. Z mojej rodziny nikogo nie było, a Filip chyba wtedy pracował, mniejsza o to. W każdym razie ten koncert to była dla mnie tragedia, nie potrafiłam zaśpiewać dla pełnego baru ludzi, w dodatku, że nie miałam mojego wsparcia.
Tatek denerwował mnie coraz bardziej, a i ja stawałam się coraz doroślejsza. 
10 czerwca tata miał jechać do Zabrza do szpitala na badania wydolnościowe i cardiowertera, mieli mu tam podkręcić cardiowerter i dodać nowe leki (a jak mu układałam to były dni w których zażywał ich naraz aż 15!), no i zostałam z całym wielkim domem sama. Bałam się w nim spać, bałam się, że ktoś mnie okradnie. Pojechałam więc po pracy do mamy na noc. Zabezpieczyłam dom alarmem, wzięłam królika i spałam spokojniej  u mamy w łóżku. Jeździłam taty BMW do pracy, no i na uczelnię. Potem Filip przyjechał, zaraz przed moimi urodzinami, zrobiliśmy zakupy i urządziliśmy mi urodziny na kilka osób. Mama, Laura, Babcia, Dziadek, kolega i koleżanka, no i oczywiście mój ukochany Filipek.
Poczułam, że w sumie to wszyscy którym jakoś na mnie zależy. Kilkanaście dni musiałam jeździć do taty do Zabrza, bo mimo opieki tam, w szpitalu, potrzebował jeszcze mojej opieki. Miał tam zostać jakieś dwa tygodnie, żeby mogli porobić mu absolutnie wszystkie badania. Badania jednak nie pozwalały na wyjście taty ze szpitala i musiałam jeździć do niego coraz częściej, miał coraz dziwniejsze zachcianki, chciał żebym mu przemycała na oddział wszystko czego nie mógł, słodycze, cole, papierosy, obiadki, chipsy "Bo mu się chciało". Jak zapomniałam czegokolwiek, to strasznie mi się dostawało. Przy lekarkach i pielęgniarkach. Z resztą nigdy nie zapomnę słów pani doktor "Pani Hass, ale tatę to trzeba częściej odwiedzać, nie widzi Pani w jakim stanie jest?!". Widziałam. Widziałam to każdego dnia. Ciekawe czy ona wiedziała, jak bardzo wykończona jestem służeniem mu i temu jak obraża mnie i wszystkich, których kocham. 

Pod koniec czerwca zmieniłam pracę. Przeniosłam się do Energylandii, bo tam więcej zarobiłam. Pracowałam tam do 4 lipca.

4 lipca 2016
Około godziny 4 rano ze snu zbudziło mnie buczenie telefonu. Trochę spanikowana się ocknęłam się, bo myślałam, że to budzik. Dzwonił lekarz, że tata godzinę wcześniej zmarł na zawał. Szok. Nie mogło to do mnie dojść, próbowałam z lekarzem porozmawiać spokojnie, ale czułam, że nie daję rady. Dzień wcześniej u niego byłam. Był w śpiączce. Takiego go widziałam jak miał pierwszy zawał. Miał na klatce piersiowej jakieś wielkie urządzenie, miał ledwo otwarte oczy, i pompowała go aparatura. Stałam nad nim i powiedziałam do niego, że nie wiem co z nim zrobię jak się obudzi. Jeśli by do tego doszło obcięli by mu zapewne nogi, a że ważył 140 kilo to pewno musiałabym go dźwigać do łazienki...i jeszcze więcej przy nim być. Poszedłby na rentę i nie było by za co spłacać kredytu na dom, i były by z tego same problemy. W każdym razie nie spodziewałam się, że umrze w wieku 45 lat.

Po pogrzebie pojechałam do Filipa. I to u niego podjęliśmy najważniejszą, póki co, decyzję mojego życia. Zamieszkamy razem. Musiałam zamknąć tamten etap życia, a ten wpis dziś oficjalnie go zamyka.

Dziś mamy 11 stycznia 2017 roku. 5 miesiąc mieszkania razem.
Na początku oczywiście było ciężko. Mnie ani Filipa nikt nigdy nie uczył gospodarowania pieniędzmi, bo ja zawsze dostawałam wyliczone albo "reszta do oddania", a Filip brał co chciał, więc też nie musiał pieniędzy dawkować. To trochę pogrzebało nasz budżet. Jednak człowiek uczy się na błędach i już i tak coraz lepiej nam idzie gospodarzenie. 

Wiecie co wam powiem na koniec?
Może to przykre, ale.. nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Szczerze powiedziawszy w tym momencie jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Mam wspaniałego mężczyznę, chciałabym, aby pewnego dnia został moim mężem. Mam cudne mieszkanie, w którym wreszcie czuję się jak u siebie, i mam dwa cudne kotki o których posiadaniu marzyłam od zawsze. Może nie jestem bogata, nie mam drogich ciuchów, wypasionego auta i nie jem kawioru, ale gdy zaoszczędzimy mój ukochany bierze mnie na randkę na sushi i kino (rzadko, ale dzięki temu to jest takie wyjątkowe), czerpię przyjemność ze sprzątania (nie nadmiernego, ale lubię porządek), nauczyłam się piec i gotować pyszności, które wszystkim smakują, odkryłam nowe talenty i powooooli wracam do zdrowia psychicznego. Potrzebuję jeszcze tylko psychologa, albo dużo wsparcia i motywacji. Motywacji do robienia audycji, do pływania, do biegania, do jedzenia zdrowych rzeczy, bo tego własnie chcę. Wyzdrowieć i poczuć się piękna. Schudnąć. I właśnie zaczynam ten etap.
Liczę na wasze wsparcie, zrozumienie, i troskę.


piosenka która towarzyszyła mi w pisaniu wpisu. piszę go w sumie od września. dziękuję za przeczytanie


  • Mad World - Gary Jules

1 komentarz:

  1. Po 1: Przyznaję szczerze tęskniłam i to tak bardzo. Co tydzien sprawdzałam kapsułe w sumie mojej idolki jak i pierwszej fanki.
    Kolejną rzeczą jaką chce napisać to to ze mam mega ochotę Ciebie teraz przytulić. Pewnie dziwnie byś się czuła jakby Cię przytulila jakas dziwaczka o pokreconej psychice ^^

    Jest mi bardzo przykro z powodu Twojego taty jak i babci. Jest to wielka strata ale jestem pewna ze pomimo kłótni i złych chwil masz miłe i ciepłe wspomnienia z nimi związane.

    Bardzo się cieszę z Twojego aktualnego szczęścia. Jestem mega dumna i podziwiam Ciebie za tą siłę która jest w Tobie, która jednak pomogła Ci wyjść z tego cało.

    Chciałabym usłyszeć Twój głos ponownie na słodziasnycb i bardzo interesujących audycjach.

    Pozdrawiam i przesyłam buziaki Miffkan. :3

    OdpowiedzUsuń