poniedziałek, 14 września 2015

Dzisiaj postaram się opowiedzieć Wam o tym, jak to jest mieć mózg i myśli
perfekcjonistki, a ciało życiowej ciamajdy. Może być ciekawie, zatem
lepiej by było zaparzyć sobie herbatkę, przed przeczytaniem tego, co dla Was
dziś przygotowałam. Z resztą, ja również nie zasiadam do pisania wpisu bez
ciepłej, owocowej herbatki z ziarenkami aronii. Aronia podobno jest dobra na
serce, wiedzieliście o tym? Ale dziś nie to chciałam przekazać..
Zacznę od tego, że każdy dzień nie jest łatwością. Czasami czuję się jak w jakimś
śnie, czy filmie. Jakbym była dwoma osobami naraz. Perfekcyjną Nikolettą, i mega
roztrzepaną i ciamajdowatą Niki. Nie bierzcie mnie za dziwoląga. Po prostu podzielę 
się tą historyjką. 
Podczas, gdy mózg chce, a wręcz żąda nawet tego by być kimś. By być szczupłą,
piękną, inteligentną osobą, ze swoją firmą, autem, domem, zdrową cudowną rodziną,
z kalendarzykiem wypchanym terminami spotkań, idealną dietą, stylem życia i tym 
podobnymi sprawami, a co dzień w lustrze wita lekko otyłą dziewczynę z masą 
kompleksów wywoływanych na życzenie, mega leniwą, dwu-lewo-ręczną, ledwo
zdającą prawko czy cokolwiek osobę, pojawia się mały konflikt. Ów konflikt niestety
polega na sprzecznościach, jakie się tworzą po starciu głowa vs ciało.
Nie wszystko w moim życiu jednak jest idealne, a mówiąc bardziej szczegółowo :
raczej mało jest idealne. Problem w tym, że ciężko jest właśnie tak sprawić, żeby
obie te rzeczy wreszcie się ze sobą pogodziły. Nawet moje wpisy są lekko chaotyczne,
z tego względu, że mózg układa piękne zdania i konwencje, a palce piszą po klawiaturze
coś, co wygląda mniej więcej jakby kot przeleciał po klawiaturze. Ale się staram. Coraz
więcej rzeczy robię takich, żeby ciało pogodziło się z mózgiem. Muszę być ustawiona
w jednym kierunku, albo być perfekcyjna, albo być fajtłapą. Nie godzę się na drugą opcję.
Wybacz ciało, musisz się dostosować do warunków, jakie od teraz dyktuje ci głowa.
Koniec z niedokładnością, niedokańczaniem, robieniem czymś źle. Nie może tak być,
że depresja wywodzi się z tego, że mózg każe jedno, a ciało robi inne.
Trzeba to uciąć, bo rozrasta się jak najgorszy pasożyt i wyżera wszystko co mam od środka.
Czas w końcu poprawić figurę, styl życia, wziąć się za siebie, postawić na dobre cechy, 
na zalety, i na to, co zawsze chciałam, aby było w moim życiu- perfekcja. I mam tylko nadzieję,
że najbliżsi wreszcie mi w tym pomogą. 
Bo ważne jest, aby zacząć od jaśminowej herbatki, a skończyć na pracy w której czuję się
spełniona. Bo wiem, że mnie stać. Bo wiem, że potrafię. Bo wiem.. Wiem, że w końcu ciało
stanie się takie jak mózg. To jedyna droga do tego, aby wreszcie poczuć się lepiej.
Życie ma dla nas już wytoczoną dróżkę, a ja wiem, że wreszcie weszłam na moją, właściwą 
i jedyną drogę. Na sam początek potrzebuję tylko dwóch rzeczy : kalendarzyka na rok 2015/2016
oraz nowego portfela. Będzie to dobry start w przyszłość.
Muszę zadbać o moją przyszłość, godna warunki dla męża, oraz dla dzieci, które w następstwie także będą. Tyłek do góry i wszystko po kolei. Cel po celu. Dasz radę. Tylko nie możesz być stateczna, bo wtedy ciapowatość, i ciało przejmą kontrolę, i znów wszystko będzie nieidealnie, i wróci wszystko co złe. Nie pozwolę na to. Harmonia znowu zawita do mnie i do mojego życia.

...bo tylko ty jesteś tą harmonią mój skarbie...


  • Major Lazer ft. Ellie Goulding-Powerful


idę potańczyć. dawno kręgosłup nie pozwalał mi już na taniec. dam radę.

Do zobaczenia

2 komentarze:

  1. Mrah jak zwykle ciekawie <3 :D
    Helloł helloł, zastałaś przeze mnie nominowana także zapraszam do :http://mco13.blogspot.com/p/liebster-award-d.html po piękne 3 pytania na które bardzo bym chciała poznać twą odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń